"The Following".Tylko po to by zaistnieć

Seryjny morderca i były agent FBI, który z pomocą federalnych i policji lokalnej próbuje dopaść psychopatę. Brzmi znajomo? Jasne, że tak. Co druga amerykańska produkcja wykorzystuje ten oklepany banał. Jednak ja postanowiłem się tak szybko nie zniechęcać. Nie zagłębiając się zbytnio w recenzje postanowiłem przyjąć wyzwanie i zabrałem się do oglądania „The Following”


„Following”, to serial o charakterze kryminalnym, przyprawiony odpowiednią dozą thrillera. Głównym motorem napędowym jest były agent FBI (Kevin Bacon), który próbuje na nowo złapać zwyrodnialca mordującego kobiety. Na początku zdawać by się mogło że to właśnie niewinna śmierć przynosi mordercy satysfakcję, a jego psychopatyczne zapędy niewyobrażalną błogość, jednak nie do końca...
Z czasem zmienia się to w obłęd i chęć dominacji nad wspomnianym wcześniej emerytowanym agentem służb specjalnych, a dokładniej na doszczętnym zrujnowaniu mu życia i wyeliminowaniu wszystkich, którzy są dla niego ważni. To właśnie poprzez swoje czyny chory umysł Carola (James Purefoy), próbuje wypełnić puste karty swej powieści, powieści którą pisze życie. Pilot serii za bardzo mnie nie zaskoczył, ale też i nie rozczarował. 
Szczerze mówiąc spodziewałem się gorszego wstępu. 

Gdy zacząłem oglądać kolejne odcinki było już inaczej. Im głębiej „wchodziłem” w zagmatwaną fabułę, tym bardziej przekonywałem się do tej oklepanej frazy. Po trzech pierwszych odcinkach pojawiły się coraz bardziej pogmatwane historie splatające się ze sobą, oraz towarzyszące im zaskakujące zwroty akcji- zaczęło mi się naprawdę podobać. Gdy już wszystko wydaje się oczywiste, a zakończenia jestem niemal pewny, twórcy serialu udowadniają mi jak bardzo się mylę. Emocje opadają i czuję niesmak połączony z rozczarowaniem. Skończyłem oglądać pierwszy sezon i wciśnięty w fotel nie dowierzam w to co zobaczyłem w finale pierwszego sezonu.


Z lekkim niesmakiem po pewnym czasie postanowiłem kontynuować przygodę z Joe Carol’em. Sezon drugi nabiera zdecydowanego tempa już od początku. Zaczyna wyjaśniać się wiele rzeczy z pierwszego sezonu, ale i jeszcze więcej potrafi na nowo zaskoczyć. Generalnie fabuła skupia się wokół Carola i sekty, którą przejął mordując byłego guru. Jesteśmy świadkami do czego może doprowadzić ślepa wiara i poświecenie, oraz jak łatwo jest ją wykorzystać do zmanipulowania ogółu. Na brak wrażeń i emocji nie będziemy narzekać, szczególnie w końcówce serii. Nie będę zdradzał zakończenia, ale podobnie jak w pierwszym sezonie będzie bardzo krwawo. 

Druga seria kończy pewien etap w życiu głównych postaci i nic nie będzie takie jak było, jednak nie zapominajmy o tym że, mamy do czynienia z tym samym Joe, jednak jak odmienionym. To już nie ten sam zwyrodnialec, który jest przesiąknięty zemstą i skupia się głownie na tym by zniszczyć życie swojego rywala. To całkiem inna osobowość, którą poznajemy na nowo. To wciąż ewoluująca psychika psychopatycznego mordercy, która się zmienia po to by zabłysnąć i zostać zauważonym. Tylko po to by zaistnieć.


.firstpage, .lastpage {display: none;}