"Banshee" - tak to się zwykle zaczyna


Z dala od miejskiego zgiełku, gdzie czas płynie powoli , a rytm życia mieszkańców wyznacza natura,  znajduję się małe amerykańskie miasteczko o intrygującej nazwie Banshee. To w nim  spokoju ducha pragnie odzyskać były skazaniec  Lucas Hood. Nie zdając  sobie jeszcze sprawy z tego co za chwilę się stanie i jak bardzo wpłynie to na jego dalsze życie.  Urocza okolica, zamieszkała przez amiszów i granicząca z rezerwatem Indian,  tylko pozornie zdaje się być senna i spokojna.




Od początku


Do pustego, podupadającego baru wchodzi Hood (Antony Starr) i zamawia kolejkę whisky. Po chwili pojawia się kolejny klient, nawiązuję się krótka konwersacja i nic nie wskazuję na to,  co za chwilę się stanie. Bar odwiedza kolejny klient – jak się okazuje nowy stróż prawa Banshee. Po krótkiej wymianie zdań z impetem otwierają się drzwi małomiasteczkowego przybytku, u progu których stoją miejscowe zakapiory. Na przebieg dalszych wydarzeń nie trzeba długo czekać.
Atmosfera zagęszcza się i wywiązuję się strzelanina w finale której giną wszyscy z wyjątkiem Hood’a i czarnoskórego właściciela baru. By móc nadal cieszyć się wolnością,  postanawiają zatrzeć ślady walki i zakopują nieopodal ofiary. Wtedy  rodzi się genialny pomysł by przywłaszczyć sobie odznakę ,a tym samym tożsamość nowo przybyłego stróża prawa. Tak oto rodzi się fabuła serialu Banshee. Były skazaniec zostaje nowym szeryfem miasteczka.



Pościgi, rosyjska mafia i sex


Nie dajmy się jednak zwieść pozorom. Historia dynamicznie nabiera tempa, a zwroty akcji zaskakują nieustannie, przez co serial nie jest nudny i bardzo przyjemnie się ogląda. Twórcy Banshee, którzy wcześniej odpowiadali za produkcję serii „Czysta Krew” również i tym razem udowadniają swoja jakość. Będziemy świadkami pościgów, strzelanin, zatargów z lokalną społecznością, ciemnych interesów, nawet porachunków z rosyjską mafią.  Czyste kino akcji zamknięte w serialowej formie. Cała produkcja jest doskonale uszyta. Wszystko ze sobą doskonale współgra. Ścieżka dźwiękowa za którą odpowiada Methodic Doubt, znakomite zdjęcia autorstwa Christophera Faloona ,których dopełnieniem jest niekonwencjonalny montaż, no i oczywiście sama produkcja. To co wyróżnia Banshee na tle innych, to nie tylko genialnie zrealizowana historia, ale sam pomysł i nieliniowa fabuła. Uznanie dla autorów scenariusza. Wraz z rozwojem akcji wzrasta też liczba wątków pobocznych, równie ciekawych co zaskakujących. W serialu nie brakuje także scen rozbieranych, sprytnie wplatanych w fabułę, oraz specyficznego czarnego humoru, który jest kolejnym mocnym atutem tej serii.


Job & Kai Proctor



Zgrzeszył bym gdybym nie zwrócił uwagi na postacie drugoplanowe. One są także ważnym wyznacznikiem Banshee. Przybliżę dwie z nich. Ekscentryczny transwestyta, inteligentny i dowcipny. Bardzo lubi przebierać nie tylko w słowach, ale i w ubraniach, których ma mnóstwo. Niezwykle charyzmatyczna postać , która nie raz zaskoczy i rozbawi do łez. Job (Hoon Lee) bo o nim mowa, to azjatycki przyjaciel Hood’a z dawnych lat, który wielokrotnie będzie się przewijał przez fabułę serialu, a jego cięte riposty na długo utkną nam w pamięci. Z kolei Proctor (Ulrich Thomsen) to wyrafinowany gangster- mózg zorganizowanej grupy przestępczej , który trzęsie całym miasteczkiem i okolicą. Urodził się w pobliskiej wiosce amiszów, w której dorastał, by później sprzeciwiając się ojcu i całej społeczności zejść na drogę zła. Trudny do scharakteryzowania poprzez złożoność  swojej natury. Z jednej strony fanatyk religijny, bogobojny amisz żyjący w zgodzie z dekalogiem i prawami natury,  z drugiej bezwzględny morderca, handlarz narkotykami, który nie cofnie się przed niczym. Od samego początku popada w konflikt z Hood’em i staję się jego przeciwnikiem.


Banshee to kolejny bardzo dobry serial nie odbiegający w niczym od wielomilionowych, produkcji kina akcji. Mocna męska rozrywka na wysokim poziomie. Błyskotliwe i zabawne dialogi, wielowątkowość fabuły i niesamowite zdjęcia sprawią że na długo o nim nie zapomnimy; a  znakomita kreacja postaci, również tych drugoplanowych idealnie wkomponuje się w wieczorny czas, gdy będziemy chcieli zrelaksować się po długim upalnym dniu.


Za produkcję odpowiada sieć  telewizyjna Cinemax, której nie muszę chyba szerzej przedstawiać. Premiera Banshee, miała miejsce w naszym kraju w marcu 2013 roku, do tej pory powstało trzy udane sezony. W skład każdego z nich wchodzi 10 odcinków. 11 kwietnia 2015 roku miała emisja ostatniego odcinka, który  nie kończy jeszcze całej serii. Stacja Cinemax zamówiła już kolejny 4 sezon, którego premiera zapowiadana jest na kwiecień 2016 roku.
.firstpage, .lastpage {display: none;}