"Narcos" jest bezwzględny! Tak jak bezwzględne jest życie.



To co niedawno zaserwował Netflix dało wielu odbiorcom do zrozumienia, że tworzy się nowa jakość małego ekranu. Serial przestał się już wielu osobom kojarzyć z takimi tytułami jak: "Na Wspólnej", "M Jak Miłość", czy jakaś inna mydlana produkcja brazylijska lub amerykański sitcom. Obecnie tworzy się nowa jakość, udowadniając tym samym swą klasę i podkreślając znaczenie. Teraźniejsze serie to produkcje bardzo zaangażowane w realizację, które niejednokrotnie przewyższają zainwestowanym budżetem projekty filmowe. Netflix postawił wysoko poprzeczkę i zdaje się że w tej kwestii to on będzie wyznaczał standardy, co potwierdza zresztą swoją najnowszą  produkcją – „Narcos”.






Już sam tytuł sugeruje jaką tematyką zajmie się ta seria. Motywem przewodnim będzie kokaina, a dokładniej mówiąc jej szmuglerka do USA. Poznamy biznes narkotykowy od podszewki, zaznajomimy się z jego baronami, ale przede wszystkim pogłębimy historię Pablo Escobara -„króla kokainy”, jednego z najbogatszych kryminalistów na świecie.

Akcja narkotykowej sagi przeniesie nas do Kolumbii do lat 70-tych i 80-tych XX wieku, gdzie zacznie się opowieść. Już od pierwszego epizodu, seria uświadamia nam, że będziemy uczestniczyć w czymś wielkim i prawdziwym. Nie będzie to typowa wariacja na temat, bowiem cała fabuła będzie sztywno trzymała się faktów historycznych. 
Za reżyserię odpowiada Jose Padilha („Elitarni”, „RoboCop”). Jego zamysłem było przedstawienie serii w konwencji dokumentu fabularyzowanego, jednak mam odczucie, że zostało to nieco wyolbrzymione. Fakt pojawia się narrator, który uzupełnia pozostałe wątki spoza kadru, a akcja serii przeplata się ze zdjęciami, a nawet krótkimi wstawkami dokumentalnymi, jednak częstotliwość ich jest znikoma. Tak więc, nazwanie go para dokumentem rozmija się nieco z prawdą. Z perspektywy widza była to dla mnie bardziej produkcja fabularna z małymi akcentami archiwalnymi, które miały za zadanie bardziej urzeczywistnić tą serię. Wspomniany narrator, to również jeden z głównych bohaterów serii- amerykański agent D.E.A (Amerykańska Agencja Rządowa do Walki z Narkotykami), który został oddelegowany do Kolumbii by schwytać Escobara. W tej roli zobaczymy niezwykle charyzmatycznego Boyd’a Holbrook’a.




Fabuła „Narcos” skupia się nie tylko na relacjonowaniu faktów z życia Pedro Escobara i przedstawieniu widzowi jak powstawało największe imperium narkotykowe. Jest też druga strona medalu – kubańska milicja i amerykańscy agenci D.E.A, próbujący za wszelką cenę dopaść „króla kokainy” i rozbić jego kartel narkotykowy. Napotkamy też, wiele wątków pobocznych wplecionych w główną fabułę serii, które jeszcze bardziej podkręcą tempo akcji i niejednokrotnie zaskoczą widza. Nie sposób też pominąć tła serialu, czyli: specyfiki lat 70 i 80, oraz ówczesnej sytuacji polityczno – gospodarczej Kolumbii. O to także doskonale zadbali producenci, jest to wręcz wyczuwalne i namacalne. Jest też parę smaczków, które czynią tą serię wyjątkową. Jednym z nich jest język, którym posługują się aktorzy. Konsekwentnie wszystkie dialogi są w języku hiszpańskim, co ku mojemu zdziwieniu wcale nie przeszkadzało mi podczas oglądania. Mało tego, dzięki tej sprytnej zagrywce, seria nabiera dodatkowych rumieńców i staje się jeszcze bardziej realistyczna.




Niektórym  wydawać się może, że pomysł na taką produkcję niczym nie zaskoczy i nic nowego nie wniesie, bo przecież większości jest znana postać Pablo Escobara. Wiadomo też czym się zajmował i jak się to skończyło. Przyznam, że też początkowo miałem takie obawy. Bałem się, że nic mnie nie przekona, niczego nowego się nie dowiem, a już na pewno serial będzie okropnie nudny. Nic bardziej mylnego. Moje lęki zostały rozwiane, już w trakcie pierwszego odcinka. Dzięki swej odmiennej i nowatorskiej konstrukcji „Narcos” dał radę. Zaskakiwał, zdumiewał i ... powodował niedosyt. Nie tylko nie mogłem oderwać się od ekranu, ale z uwagą i skupieniem śledziłem kolejne wydarzenia. Uważajcie ta seria naprawdę wciąga i uzależnia.  Zresztą nie mała w tym zasługa głównych odtwórców ról. Ze względu na charakter serialu, większość aktorów to Latynosi. W postać Pablo Escobara wcielił się Wagner Moura- brazylijski aktor znany z takich filmów jak „Elizjum”, czy „Elitarni”. Jako król kokainy jest bezbłędny w każdym calu. Widać, że Moura czuję tą postać, bo gra bardzo swobodnie. Idealnie oddał dwa oblicza jakie posiadał Escobar. Z jednej strony to kochający i troszczący się o rodzinę maż i ojciec, któremu nie obce są też krzywdy i bieda ludu, z drugiej bezwzględny i zimny dyktator, bez wahania mordujący setki osób. Początkowo te dwie różne osobowości walczyły ze sobą, jednak już w połowie serii, zaczęła dominować ta mroczniejsza. 
Jako ciekawostkę dodam że specjalnie na potrzeby tej produkcji Moura musiał nauczyć się języka hiszpańskiego, oraz opanować akcent, tak by brzmiał jak rasowy Kolumbijczyk. Podobnie to wyglądało u wspominanego już wcześniej agenta D.E.A. Boyd Holbrook niezwykle żywiołowo podszedł do tej roli, choć zadania nie miał łatwego. Grany przez niego Steve Murphy, to także postać skomplikowana moralnie. Początkowo wystraszony i małomówny żółtodziób, dostaje za zdanie wspomóc kolegów po fachu i rozpracować kartel Escobara. W miarę upływu czasu i wciąż nie równej walki z baronami narkotykowymi, a także będąc nieustanie pod wpływem presji i stresu, zatraca cząstkę siebie. Nie jest już tym samym człowiekiem. Moralność odkłada na bok i jest zdolny zrobić wszystko by tylko udowodnić swoją rację. 
Nie małe znaczenie mają też postaci drugoplanowe, które są pewnego rodzaju uzupełnieniem całej historii, ale też nadają jej smaku i pikanterii. Na wyróżnienie w tej grupie zasługują: Pedro Pascal ("Gra o Tron", "Graceland") jako Javier Pena, Juan Pablo Raba jako Gustavo Gaviria, czy też Manolo Cardona jako Eduardo Mendoza.




Nie byłbym sobą gdybym nie zwrócił uwagi na mniej zauważalne, ale jakże równie istotne czynniki wpływające na jakość sagi „Narcos”. Mowa tu o: reżyserii, scenografii, zdjęciach, pracy operatorów kamery, scenarzystach i montażu. To co najbardziej rzuca się w oczy to zdjęcia. Naprawdę rewelacyjne ujęcia. Zarówno te, które skupiają się naurokach Kolumbii, jej społeczności i sytuacji polityczno -gospodarczej, jak i te bardziej spektakularne- robione podczas: pościgów, przeprowadzanych akcji D.E.A., wojny wewnątrz kartelu, czy też w końcu, te z obławy na jedną z hacjend Escobara
Nie bez znaczenia pozostaje też montaż, dzięki któremu seria nie jest chaotyczna i poszarpana, a ogląda się ją z wielką przyjemnością. Bardzo podobnie wygląda to w przypadku reżyserii i pracy kamery. Widz nie czuje się oszukany, odbiera bardzo realistyczny przekaz i utożsamia się z nim już od pierwszego odcinka. Dodam tylko że wszystkie zdjęcia były kręcone w naturalnych warunkach. Ekipa pracowała w Kolumbii, tym samym unikając sztuczności studia, czy też ingerencji komputerowych korekt.


„Narcos” nie jest nudny, nie można nazwać go też serialem przeciętnym. Pomimo tego, że przemyca dużo informacji historyczno- biograficznych, czy też polityczno –społecznych, co mogło by powodować znużenie, robi to w umiejętny sposób, odpowiednio je dawkując. W momencie gdy akcja serii zaczyna spowalniać, za niedługo następuje jej zwrot, który czasami dekoncentruje i wybija na chwilę z rytmu, po to by za chwilę wrócić ze zdwojoną siłą.  Jest to mocny, a czasami brutalny i nie moralny obraz, ale taki właśnie musi być. Pamiętajmy, że scenariusz naznaczyła tu historia, a opisało je życie, więc nie ma tu miejsca na ckliwość. „Narkos” jest bezwzględny, jak bezwzględne bywa życie. Szczególnie jeśli jest to życie króla kokainy, który stworzył pierwszy w historii kartel narkotykowy na którym zarabiał miliony dolarów dziennie.



Cały pierwszy sezon jest dostępny na platformie Netflix od 28 sierpnia 2015r. Początkiem września br. zamówiony został 2 sezon serii, którego premiera zapowiadana jest na 2016 rok. Dokładnych informacji  na razie brak. Jak dobrze poszukacie, serial znajdziecie też w sieci, na polskich platformach VOD.
.firstpage, .lastpage {display: none;}