Iluzja schizofrenii, czyli jak zabawić się z widzem.


Skryty, stroniący od międzyludzkich relacji, z zaburzeniami osobowości młody człowiek decyduje o losach świata. Brzmi nieprawdopodobnie?          A jednak. Sam Esmail w swojej nowej produkcji przekonuje, że tak właśnie się stanie.

 

 





"Mr. Robot" bo o nim mowa, zadebiutował 24 czerwca 2015r. (nieco ponad trzy miesiące później był dostępny w Polsce) i zebrał bardzo przychylne noty krytyków. Nie przestał tym samym budzić kontrowersji i szokować. Pierwszy sezon jest pewnego rodzaju epilogiem do tego co wydarzy się później. 



Poznajemy więc młodego zakapturzonego, "noszącego się na czarno" buntownika, który mimo iż ma problemy ze swoją osobowością i cierpi na kilka innych natręctw jest niesamowicie inteligentny. Eliot ma też spore problemy z asymilacją. Przez lata próbował wyeliminować tę  ułomność, jednak jak na razie znalazł tylko jedno rozwiązanie - rozmowę poprzez ... haking. By nie stać się aspołecznym tworem, Eliot hakuje komputery, telefony i wszystko inne i dzięki temu jest w stanie w ten konkretny, subtelny sposób nawiązywać relacje międzyludzkie. Bardzo szybko umiejętności Eliota zyskują rozgłos w podziemnych środowiskach, ale nie tylko. Sytuacja w jakiej się znalazł zmusza go do egzystowania w dwóch osobach. Więcej o pierwszej serii znajdziecie tutaj. 
Podobnie jak w pierwszej odsłonie "Mr. Robot" mamy do czynienia z geniuszem przez duże "G". Post punkowy klimat został utrzymany, ba nawet mam wrażenie że nieco się rozwinął. Znakomicie rozpisany scenariusz na poszczególne postaci wynosi tę serię na jeszcze wyższy poziom. Zresztą cała opowiadana historia dość szybko nabiera tempa i wiele się zmienia nie tylko w relacjach między bohaterami, ale i w całej fabule. 



Eliot nadal usilnie będzie próbował pozbyć się swojego "drugiego ja" wszelkimi możliwymi sposobami. Walka z systemem i super korporacją osiągnie nowy wymiar. Zamieszane zostaną w to rządy USA i Chin, a z pozoru łatwa w zabiegu operacja nabierze mocnego zabarwienia politycznego. Postać Eliota będzie ewoluować z odcinka na odcinek, a my widzowie jako świadkowie tych wydarzeń będziemy zmuszeni coraz głębiej wchodzić w mroczne zakamarki psychiki głównego bohatera. Psychodeliczny klimat całej serii znajdzie punkt zwrotny pod koniec drugiego sezonu, gdzie nieświadomy niczego widz zostanie zdominowany iluzją. Okaże się bowiem, że to w co do tej pory wierzyliśmy, przeżyliśmy i widzieliśmy na własne oczy to ... fikcja. Bardzo szybko zostajemy zweryfikowani przez Esmail'a i postawieni na baczność. Eliot w wiezieniu? Nie możliwe! Ale jak?, Kiedy? I to jest moi drodzy siła tej produkcji i geniusz twórców. Zabawa z widzem, wodzenie go za nos, odwracanie całej fabuły na lewą stronę to jest mistrzostwo. Mimo uważnego i czujnego śledzenia kolejnych wydarzeń i tak tracimy wątek i wypadamy z całej historii. Cały zabieg nie trwa długo bo bardzo szybko jesteśmy ponownie umiejscowieni  w odpowiednim miejscu, tylko w nieco innych okolicznościach. 



W drugim sezonie zderzą się ze sobą dwa główne wątki - walka Eliota ze swoim alter ego, oraz misja Fsociety, która ma zniszczyć skorumpowany system i doprowadzić do zagłady największą amerykańską korporację. Tak jak w pierwszej odsłonie twórcy głównie skupili się na walce z finansjerą i korupcją, a Eliot przeważnie zajmował się tym na czym najlepiej się zna; tak w drugiej znacznie przeważa pierwszy wątek historii. Będziemy wiec świadkami nieustannej walki dwóch osobowości uwięzionych głęboko na dnie umysłu Eliota.
Nie mam wątpliwości, że jest to serial przełomowy i wyjątkowy. Jestem niemal przekonany, że stanie się również serialem kultowym. Co go wyróżnia? Z pewnością klimat, który został stworzony i forma w jaką ubrany jest scenariusz, bo to własnie ona stanowi o wyjątkowości tej serii. 
By nie być gołosłownym przywołam tu scenę, która najbardziej utkwiła mi w pamięci. Pusty pokój w którym jest tylko biurko na którym stoi komputer Comodore, krzesło i w tle egzotyczna ryba w akwarium. Po chwili do pokoju wchodzi porwana wcześniej Angela Moss i zmuszona zostaje do odpowiedzi na kilka pytań. Wyniki są wpisywane we wspomniany komputer przez nieznaną dziewczynkę. Gdy Angela protestuje i nie chce odpowiadać na zadawane pytania podchodzi do niej dziewczynka i pokazując zranione plecy mówi: - jeśli nie odpowiesz zostanę ukarana. W tym samym momencie Angela zauważa, że im dłużej zwleka z odpowiedzią tym mniej jest wody w akwarium...



Fabuła "Mr. Robot" odgrywa  rolę drugorzędną. Wszystko czego jesteśmy świadkami śledząc poczynania Eliota jest uformowane i plastyczne. Zostaliśmy postawieni w roli obserwatora i zaproszeni na ten spektakl przez samego głównego bohatera. Przez całe dwa sezony to właśnie on się do nas zwraca, rozmawia z nami i jak sam podkreśla to my widzowie jesteśmy jego... "przyjacielem". To również on wprowadza nas w poszczególne etapy wydarzeń, po to by wodzić za nos i bawić się iluzją.  
Bezpośrednia forma jaka została tu sprytnie zastosowana przez Esmaila to niecodzienna zagrywka, która powoduje, że nie tylko obserwujemy poszczególne wydarzenia; my w nich uczestniczymy i przeżywamy je, każdy na swój sposób. Tą iluzję schizofrenii podkręca dodatkowo post punkowy klimat, który zrodził się już na początku serii. Ubiór i styl Eliota, ale także pozostałych postaci, również tych drugoplanowych nie jest dziełem przypadku, podobnie jak i zestawiona z tym sceneria. Zwróćcie uwagę jak wygląda chociażby pokój Eliota, kryjówka Fsociety, czy wnętrze E Corp. To te niuanse tworzą całość i kreują obraz, jaki do nas trafia co w połączeniu ze znakomitą grą aktorską i wspomnianą wcześniej formą, jest sztuką samą w sobie. 



Wreszcie ostatni aspekt, który udowadnia, że "Mr. Robot" zasłużył sobie na nagrody i uznanie, to muzyka. Pieczołowicie zaaranżowana ścieżka dźwiękowa, za którą odpowiada Mac Quayle, triumfalnie wieńczy dzieło Esmaila. Umiejętnie wyselekcjonowana i wpleciona w poszczególne wątki fabuły dodatkowo podkreśla charakter produkcji. Quayle zadbał o to by muzyka nie była tylko uzupełnieniem całości, ale współtworzyła ją. Skoro tak, to musi być (i jest) mocno zróżnicowana, niestabilna, chwiejna, a zarazem genialna, tak jak bohater serii "Mr. Robot". Dlatego też, będziemy mogli usłyszeć mocne brzmienia o zabarwieniu: punk rockowym, elektronicznym, aż po leniwe ballady popowe, przeplatane muzyką symfoniczną. Druga seria szczególnie nasączona będzie nutami z lat 80-tych i 90-tych. Usłyszymy m.in. Kraftwerk, The Cure, Depeche Mode, Sonic Youth, Public Image, Phila Colinsa, oraz twórczość samego Quayle'a.





Z kolejną odsłoną "Mr.Robot" spotkamy się w przyszłym roku, co potwierdziła już stacja USA Network zamawiając kolejny sezon. Z pewnością cieszy to fanów serii, jak i samego Esmail'a, który zdradził ostatnio, że ma już rozpisany scenariusz na kolejny sezon. Cztery sezony zatem? Ja jestem za.
.firstpage, .lastpage {display: none;}