Czego nie mogę przegapić i muszę zobaczyć jeszcze w tym roku ?!


Są wielkie nazwiska, znani producenci i niebanalna fabuła, a wszystko po to, by zapewnić wam szaloną serialową jazdę bez trzymanki... 

Kontynuując poprzedni wpis, spieszę z nowymi informacjami dotyczącymi tych lubianych, oraz mniej znanych serii. Oprócz wspomnianych wcześniej powrotów:  "Lucifer", "Designated Survivor", oraz "Blindspot" i jednego debiutu"Mindhunter" do końca tego roku czeka na nas jeszcze kilka bardzo dobrych propozycji. 






"Mr.Robot" powróci w październiku. Trzeci już z kolei sezon wniesie   jeszcze więcej chaosu niż dotychczasowe i to nie tylko w życie Elliota. Młody, genialny haker tym razem wdroży w życie plan nr.2, czym narobi wielkiego bałaganu na świecie. Wielu z was zada w tym momencie pytanie jak to, przecież Elliot został zastrzelony? Jakby nie patrzeć - racja, ale pamiętajmy o tym że, to bardzo skompilowana postać, cierpi na schizofrenie i nie do końca mamy pewność czy to co każdy z nas widział miało miejsce w rzeczywistości, czy tylko w jego umyśle. Ponadto "Mr. Robot" zdążył już przyzwyczaić do tego, by nie ufać temu co się widzi, a wręcz negować to.




 Trzeci sezon to wdrożenie i wykonanie wspomnianej fazy 2, która ma na celu destabilizację i wywołanie chaosu i to nie tylko w  światowej gospodarce, ale również w innych ważnych dziedzinach. 

Kolejny aspekt to osobista  zemsta Elliota na wszystkich tych, którzy go wykorzystywali i na tym głównie skupi się fabuła 3 serii. Zobaczyć będziemy mogli też nowe twarze: Rizwan Manji (agent FBI), oraz Bobby Cannavale (sprzedawca używanych samochodów). Powróci także Tyrell Wellick, który przez większość 2 sezonu był nieobecny. Poznamy przyczyny i okoliczności jego zniknięcia. W tym sezonie większość czasu poświęcono także jemu. Pierwszy odcinek nowej serii zadebiutuje 11 października br. 
Więcej o"Mr.Robot" znajdziecie tutaj tutaj.


📎

Premiera nowego serialu od Netflixa "Punisher" nadal nie ma potwierdzonej daty premiery. Początkowo miał to być 13 październik br. teraz mówi się o listopadzie. Jedno jest pewne na pewno zadebiutuje jeszcze w tym roku. 



Tytułowy Punisher to kolejny mściciel marvelowskiego studia. Obok Luck'a Cage'a, Jessica Jones, Iron Fist'a, oraz Daredevil'a tworzy sagę "Avengers", której jest częścią. Z reguły każda opowieść o superbohaterze jest do siebie podobna a sam jej sposób przekazania jest niemal identyczny. Świadomie użyłem słowa z reguły, bo już podczas realizacji serii "Daredevil", częściowo zrezygnowano z utartego schematu. 




Nie inaczej stało się z nową produkcją "Punisher". Utrzymana niemal w identycznym charakterze, szokuje jeszcze bardziej. Notabene po raz pierwszy Punisher pojawił się właśnie w serii "Daredevil" jako wątek poboczny i uzupełnienie głównej fabuły. Jednak w bardzo krótkim czasie postać Franka zaskarbiła sobie sympatię niejednego widza.  Jak nie trudno się domyślić szybko powstał pomysł o zrobieniu osobnej serii, która skupiła by się właśnie na osobie Punisher'a.  Jon Bernthal - odtwórca głównej roli tylko zmotywował do działania twórców, wkrótce stało się jasne, że to właśnie on wcieli się ponownie w role Punishera. 





"Daredevil" mimo, iż utożsamiał się z resztą mścicieli, był inny. Zauważalne było to niemal w każdym aspekcie, począwszy od złożonej i skomplikowanej osobowości głównej postaci, która w niesamowity sposób ewoluowała, a kończąc na samej warstwie wizualnej w jakiej przedstawiony został serial. Śmiało można było nazwać go serialem "dla dorosłych". Ociekający krwią, mroczny, okrutny i złowrogi- taki jest "Daredevil"; więcej przeczytacie tutaj.
Fabuła jest adaptacją komiksu o tym samym tytule i opowiada historię byłego marines, który po powrocie dowiaduje się o brutalnym morderstwie swojej rodziny. Od tej pory świat Franka Castle zostaje wywrócony do góry nogami, a on sam skupi się na krwawej wendecie, której nie będzie końca.



📎



Pod koniec listopada światło dzienne ujrzy już piąta  część sagi o wikingach. Premiera zaplanowana jest na 29 listopada br. Jeszcze przed premierą 5 sezonu, kanał History zamówił szósty i pewnie nie ostatni rozdział tej magicznej opowieści. Obydwa nowe sezony mają mieć po 20 odcinków, więc czeka nas jeszcze sporo emocji. 




Fani sagi wiedzą już, że w kolejnych odcinkach zabraknie głównej twarzy serii jaką był do tej pory Ragnar Lodbrok. W końcówce czwartego sezonu zginął i nie był to niestety kolejny fortel, czy pieczołowicie zaplanowana zmyłka, która miała wywieść w pole wroga. Tym razem Ragnar odszedł i to na dobre. Sam Travis Fimmel- odtwórca głównej roli w ostatnim wywiadzie dla "Entertainment Weekly" tak skomentował rozwój wydarzeń: 

"...Ragnar zginął, ale jego spuścizna jest nadal obecna w postaci jego synów, którzy mają jeszcze wiele do zrobienia..."


Dalszy rozwój wydarzeń pozostawia twórcom szerokie pole do manewru, choć sama fabuła sugeruje w którym kierunku rozwinie się jej główny wątek. Ragnar zdecydowanie wskazał na swojego następcę, z którym spędził najwięcej czasu w końcówce swojego życia - Ivara bez kości. Wydaje się wiec, że to na jego barki spadnie brzemię odpowiedzialności, któremu będzie musiał sprostać nie bacząc na swe kalectwo. 



Co ciekawe twórcy już w pierwszym sezonie chcieli uśmiercić Ragnara,  by bieg wydarzeń nabrał innego tempa. W piątym sezonie do obsady dołączy Adam Copeland (wrester WWE), który wcieli się w rolę zaciekłego  i bitnego wojownika wybranego przez Floki'go na lidera grupy wikingów, którzy zamierzają wyjechać do Islandii, by tam spróbować nowego życia. Zadebiutuje też Jonathan Rhys Meyers (Dynastia Tudorów) jako Heahmund - wojowniczy biskup, całkowicie zaślepiony wiarą katolicką fanatyk, który na polu bitwy staje się szaleńcem gotowym zginąć za swe ideały. Według Hirsta jest to godny  przeciwnik dla Ivara. 



Tymczasem swojej kolejnej transformacji doczeka się Rollo. Ponoć ma zaskakiwać widza swoją wybuchową naturą i podejmowanymi wyborami, które w większości będą sprzeczne z jego naturą. Poznamy Rollo z całkiem innej strony, takiego który zaskoczy i zbulwersuje widza w najmniej spodziewanym momencie. Ja już nie mogę się doczekać... Więcej o Wikingach przeczytacie tutaj i tutaj.

Wielkie nazwiska, znani producenci i niebanalna fabuła. Dacie się wciągnąć ?

Patrząc na najbliższe zapowiedzi, nowych produkcji, jak i kontynuację tych już znanych, jedno jest pewne - zarwę nie jedną nockę. Wybierać jest w czym i najbardziej cieszy fakt, że jest sporo kontynuacji tych serii, z którymi już zdążyłem się zżyć. Będą też oczywiście nowe pozycje, które zapowiadają się wyjątkowo ciekawie. Z tego co wyselekcjonowałem, myślę że każdy bez problemu znajdzie coś dla siebie. Będą wielkie nazwiska, znani producenci, niebanalna fabuła, a wszystko po to, by zapewnić wam szaloną serialową jazdę bez trzymanki.





Duchowa rozprawa z Depeche Mode. Prolog do recenzji "Spirit".


Muzycznie istnieją już grubo ponad trzy dekady. Znają ich prawie wszyscy, nawet Ci którzy nigdy nie byli ich sympatykami. Od początku kontrowersyjni, nowatorscy i wyobcowani. Gdy początkiem lat osiemdziesiątych, nieśmiało stawiali pierwsze kroki na scenie muzycznej, nikt nie spodziewał się jak ważną role odegrają w historii muzyki popularnej. Niedoświadczeni, śmiesznie wystylizowani czterej chłopcy ruszyli by podbić świat (no może w pierwszej kolejności Europę).






Szukając własnego "Ja"


Początkowe projekty młodych muzyków, odbierane były przez krytykę w różnoraki sposób.W większości jednak były, delikatnie mówiąc nie pochlebne. Pierwszy album grupy "Speak & Spell", którą wówczas tworzyli: Vince Clark (kompozytor, klawiszowiec), Martin Gore (klawiszowiec, kompozytor), Andy Fletcher (klawiszowiec) i Dave Gahan (wokal) w szerszej perspektywie był niczym innym jak próbą szukania swojego własnego muzycznego ego. W większości składał się z pretensjonalnych, naiwnych i banalnych kawałków opartych mocno o taneczną nutę, co bardzo szybko pozwoliło krytyce przypiąć grupie łatkę - tych grających w nurcie new romantic. Co ciekawe sami zainteresowani zdali się mieć inne zdanie na ten temat. 

"TABU" - fascynująca opowieść Toma Hardy'go i Ridley'a Scott'a.



Pierwsza produkcja Toma Hardy'go zadebiutowała wczoraj w serwisie HBO GO. Znany większości i niezwykle charyzmatyczny aktor, podjął się próby stworzenia mini serii, której nadał mroczny tytuł "Tabu". Wspólnie ze swoim ojcem (Edward Chips Hardy), stworzył historię, która nie będzie łatwa w odbiorze. Rozleje się mnóstwo krwi, a zemsta, intrygi, obłuda, oraz zdrada zdecydowanie będą na pierwszym planie. A wszystko to poda nam jak na tacy - Ridley Scott, który podjął się wyreżyserowania "Tabu".




Chociaż nie po raz pierwszy na ekranie, to w roli scenarzysty i producenta Tom Hardy jest absolutnym debiutantem. Pomysł na własną produkcję zrodził się jeszcze w ubiegłym roku, kiedy to razem z ojcem zasiadł wspólnie nad scenariuszem. Po krótkim czasie z pomocą przyszedł Steven Knight twórca serii Peaky Blinders, który znakomicie wkomponował się w pracę Hardych i wzbogacił ją swoim, nie małym doświadczeniem.
.firstpage, .lastpage {display: none;}